z ostatniej chwili
Uwaga! Przypominamy, że od dnia 28 lipca 2025 roku nie będzie możliwości płacenia gotówką w Urzędzie Gminy Mszana Dolna. UWAGA !!! Od 1 paździenika zmiana godzin pracy urzędu, PONIEDZIAŁEK, WTOREK, ŚRODA 7:30 - 15:30, CZWARTEK 10:00 - 18:00, PIĄTEK 7:00 - 15:00 SPRAWY ZWIĄZANE Z EWIDENCJĄ LUDNOŚCI ORAZ Z DOWODAMI OSOBISTYMI ZAŁATWIANE SĄ W GODZINACH: PONIEDZIAŁEK, WTOREK, ŚRODA – OD 7:30 DO 15:00 CZWARTEK – OD 10:00 DO 17:30 PIĄTEK – OD 7:00 DO 14:30
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem
Powiększ: A A A
A A A A A

Aktualności


Czy daleko jest z Zagórzańskich Dziedzin do Domostawy?

09/06/2026, dodał: Magda Polańska czytano: 66 razy
Licząc kilometrami - to niespełna 200. Godzinami - ok. trzech. I na tym wszelkie dystanse się kończą! Wszak i ludzie i klimat tej miejscowości położonej na północy Województwa Podkarpackiego są jakby kalką Zagórzańskich Dziedzin.

Mogliśmy się o tym przekonać osobiście podczas jednej z wizyt niewielkiej grupy reprezentantów Gminy Jarocin, którzy za cel podróży wybrali malowniczo położone na styku Beskidu Wyspowego i Gorców miejscowości. Przyjechali żeby odpocząć, zrelaksować się, poznać nowe i w sposób kreatywny spędzić czas. Czy wybór miejsca był przypadkiem? Nie! Polecenie padło z ust jednej z mieszkanek tego samorządu, która była u Zagórzan wcześniej, na wizycie studyjnej. Plan był na powolne delektowanie się wszystkim, co w ciągu jednego dnia z hakiem udało się w programie zmieścić. Jak relaks - to koniecznie zaliczyć trzeba spacer. Nie gdzie indziej, a do Młodzieżowego Ośrodka Rekolekcyjno - Rekreacyjnego na Śnieżnicy - miejsca zakwaterowania. Wyruszając w drogę nikt nie przypuszczał, że pobyt w tym właśnie miejscu to nie jest zbieg okoliczności. Zdradzimy Wam kulisy i powiemy, że wybór był między równie pięknym Janda Resort & Conference a usytuowanym pośród lasu Ośrodkiem. Los tak chciał, że zaprowadził naszych gości właśnie tam! Nieśpiesznie, z rozmową na ustach i zachwytem w sercu, pokonywaliśmy niewielkie wzniesienie. Korzystaliśmy z ławeczek usytuowanych przy szlaku, popijaliśmy kawę, rozkoszowaliśmy się wiosenną przyrodą i swoją obecnością. W codziennym zabieganiu mało jest bowiem czasu na wymianę spostrzeżeń, informacji, czy doświadczeń. Po drodze dołączył do nas Grzegorz Kubowicz, Zagórzański Informator Turystyczny, który po obiedzie miał naszych gości wyprowadzić na szczyt Widlatej Góry i skutecznie zarazić miłością wielką do Zagórzańskich Dziedzin… Nie wiadomo czy to pyszna kuchnia uśmiechniętych pań z Ośrodka, czy wiedza i opieka naszego przewodnika, a może to panoramy rozciągające się z tarasu widokowego górnej stacji Kasina Ski & Bike Park lub przesympatyczne pogawędki z paralotniarzami ze Stowarzyszenia Paralotniarzy Beskidu Wyspowego, czy w końcu spektakl jaki nam zafundowali na podszytowej polanie widokowej - a może wszystko razem - sprawiło, że na twarzach zagościł już na stałe uśmiech, w sercach radość, a wszędzie wokół endorfiny. Najlepsze jednak dopiero miało się zdarzyć, wszak w planach było jeszcze kilka punktów. Wieczór miała zakończyć Biesiada Zagórzańska zorganizowana przez Stowarzyszenie Miłośników Kultury Góralskiej Pod Cyrlom, w Olszówce, w urokliwie położonej bacówce. Jak to na biesiadzie - nie zabrakło dobrego, lokalnego jedzenia, tańców, muzyki i śpiewu. Krokiem „Konia”, czyli zagórzańskiego poloneza, poznawaliśmy tajniki kultury zagórzańskiej, a własne przyśpiewki sypały się jak z rękawa i powodowały wybuchy szczerego, perlistego śmiechu. Dobry to był czas dopełniony zaopatrzeniem w Gorczańskie sery podpuszczkowe o Moniki Kubik, przejażdżką wygodnym wozem po niezbyt wygodnej, polnej drodze. Jednak nie na przejażdżki się tu towarzystwo wybrało. Jak rasowi Zagórzanie, na Gruszowcu, przy słynnym „Barze pod cyckiem”, zamiast wsiąść w zaprzężoną w mechaniczne konie karocę, wybrali się, mimo późnej pory, piechotą, do miejsca swojego noclegu. Oj jak się po tym aktywnym dniu dobrze spało! Wygodne „apartamenty” kusiły jeszcze swoim sprzyjającym integracji ułożeniem, jednak rozsądek podpowiadał odpoczynek, wszak w niedzielę nasi goście zobowiązali się wziąć aktywny udział w uroczystej Mszy św. Jakież było ich zdziwienie gdy świątynia zaczęła wypełniać się paradnie ubranymi Góralami Zagórzańskimi, wśród których naszą uwagę szczególnie przykuły te ubrania, w których chodził sam Stanisław Ciężadlik! Co więcej - jego wnuk, Tomek, grał na basach zrobionych przez swojego dziadka! Ta muzyka musiała wybrzmieć tak, że aż ciarki szły po plecach… Goście z Domostawy nie byli nam jednak dłużni - katecheta i organista w jednej osobie podjął się śpiewów międzylekcyjnych, a panie pełnym spokoju i doświadczenia głosem przekazały wyznaczone na ten dzień czytania. Wisienkę na tym zagórzańskim torcie doskonałości zapewnił ksiądz dyrektor - Dariusz Czapnik - celebrując Eucharystię z właściwym sobie zaangażowaniem i przeżyciem - w haftowanym w zagórzańskie - a jakże! - parzenice ornacie. I choć od pierwszych wymienionych między sobą słów, pierwszego uścisku dłoni i spotkania czuliśmy, że nie spotkaliśmy się przez przypadek, to informacja o tym, że „Matka Boża Śnieżna króluje również w Zarzeczu”, skąd przyjechali nasi goście, dopełniła całości. Wszystko tu się zgadzało - i ludzie, i czas, i miejsce! 

Ten krótki, niespieszny i dość kameralny pobyt w Zagórzańskich Dziedzinach dał początek nowemu. Otworzył nas nie tylko na siebie nawzajem, pozwolił rozkoszować się swoją obecnością, zobaczyć podobieństwa i rozbudzić apetyt na więcej. Również w nas, Zagórzanach, wszak my dopiero niedawno zaczęliśmy eksplorować okolice Stalowej Woli. Jak się ta znajomość rozwinie? Kto wie?

Magda Polańska